Rozwój osobisty w XXI wieku stał się tak popularny, że o partaczy nietrudno. Słuchając wywodów niektórych szkoleniowców można wręcz złapać się za głowę, a ręce same opadają.
To prawda, że człowiek jest po części „kowalem własnego losu”, ale wmawianie mu, że aby osiągnąć jakikolwiek cel potrzeba wielu godzin doskonalenia się w danej dziedzinie, jest co najmniej niedorzeczne. Wymaga to spełnienia odpowiednich warunków, ale o tym żaden coach już nie spieszy nawet wspomnieć. O co dokładnie chodzi i czego możesz spodziewać się usłyszeć od coacha?
Jedyną słuszną drogą jest praca zespołowa

W mniemaniu wielu trenerów rozwoju osobistego jak najbardziej. Jednak co innego pokazuje rzeczywistość, wskazując wybitnie uzdolnione introwertyczne jednostki jak choćby Albert Einstein. Introwertycy kochają pracować w samotności co zresztą poszerza ich kreatywność. Mimo to wciąż pokutuje przekonanie, że praca zespołowa daje więcej i że ponoć wielu znanych artystów swoje dzieła tworzyło wraz z pomocnikami. Oczywiście jest to prawdą, ale trzeba też pamiętać, że byli to wyłącznie pomocnicy, a artysta zawsze działa w większości samodzielnie. W pojedynkę raczej nie przygotujemy wesela tudzież innej ważnej uroczystości rodzinnej, ale taka forma powinna być promowana równie mocno co praca zespołowa. I nie jest też tak, że mogą ją wykonywać jedynie jednostki wybitne, ponieważ podzielenie zadań na osoby pozwala nadać każdemu konkretną odpowiedzialność, a w pracy zespołowej to właśnie ona najbardziej kuleje. Ludzie w większości przypadków po prostu lubią zrzucać odpowiedzialność na innych, bo tak jest im łatwiej.
Mono czy multitasking – To zależy od wielu czynników. Generalnie jedni twierdzą, że wielozadaniowość wzmaga efektywność, a drudzy, że to tylko strata. I okazuje się, że zarówno zwolennicy multi i mono-taskingu mają rację. Chodzi o to, aby po prostu używać tych form naprzemiennie i w momencie, gdy są one najbardziej korzystne. I tak multitasking sprawdza się w przypadku wykonywania rutynowych czynności, nad którymi nie musimy się specjalnie zastanawiać (np. rozmowa telefoniczna przy wykonywaniu ćwiczeń w domu). Gdy jednak to samo robimy przy bieganiu o poranku to już nie jest dobrze, ponieważ może nam się coś stać.
Ekstrawertyk the best of – W wielu korporacjach panuje przekonanie, że najlepszymi menadżerami są wyłącznie ekstrawertycy. Jednak niekoniecznie i choć wielu ludzi to zapewne zdziwi, ale według Jima Collinasa największe sukcesy osiągają skromni acz zdeterminowani ludzie, a nie jak powszechnie sądzono, osoby narcystyczne. Co więcej ekstrawertycy nie podbijają również rynku handlowego co jakiś czas temu wykazał pewien profesor psychologii z Wharton Bussines Shool po tym jak trafił na trzy miesiące do jednej z firm programistycznej kładącej duży nacisk na call center.
Burza mózgów i wizualizacja sukcesu

W pierwotnym założeniu burza mózgów prowadzi po prostu do wizualizacji sukcesu. Przekonanie o naszej wyjątkowości spowodowanej byciem częścią dość hermetycznej grupy zostaje zrujnowane w momencie, gdy uświadamiamy sobie, że w dyskusji potrzeba zwykle silnej i dominującej osoby, a reszta jak barany ma jej przytakiwać. Tymczasem lepiej by było, gdyby uczestnicy przed spotkaniami dostarczali swoje pomysły na temat do dyskusji i wtedy ciężej będzie się przebić apodyktycznemu liderowi lub wycofać jednostce z obranego raz stanowiska. Trudniej będzie również o myślenie życzeniowe, jeśli ludzie zobaczą, że aby coś osiągnąć nie wystarczy to sobie po prostu zwizualizować. Owszem – wizualizacja bardzo pomaga, ponieważ motywuje, ale bez przesady…
Huraoptymizm – Trzeba być optymistą, ale nie warto doprowadzać się przez to do frustracji. Ekstremalni optymiści bowiem nie rozumieją różnicy pomiędzy chcieć a móc. Ale dlaczego wmawia nam się, że nic nie możemy, podczas gdy tak wiele zależy od nas? Na to pytanie dość zgrabnie odpowiedział Stefan Chwin pisarz, który w jednej ze swoich książek stwierdził wprost, iż nie można motywować ludzi do pracy bez wzmacniania ich ambicji. Trzeba mieć jednak na uwadze, że ilość miejsc pracy na konkretne stanowisko jest mocno ograniczona i często zdarza się, że ludzie po studiach zmuszeni są pracować poniżej swoich kwalifikacji np. za kasą w sklepie. To nie znaczy, że mamy się poddać, ale że warto mieć na uwadze wszystkie możliwości, aby się potem zanadto nie rozczarować i zawsze realnie patrzeć na życie. Tak więc w świetle tych faktów powiedzenie „od pucybuta do milionera” zdaje się tracić na aktualności.
Puste frazesy – Większość z nas dorastała zapewne w poczuciu nieustannej doskonałości wbijanej nam do głów przez niczego nieświadomych rodziców i nauczycieli za pomocą typowych zwrotów takich jak na przykład „Nie od razu Kraków/Rzym zbudowano”, „Człowiek uczy się na błędach” czy też „Sukces rodzi się w bólach”. Upojeni takim myśleniem żyliśmy w przeświadczeniu, że dążenie do celu zawsze okupione jest stresem, a najzacniejsze są chwile ponoszenia klęski, ponieważ dzięki nim nabieramy odpowiedniej perspektywy i kreatywności. Ostatnio coraz częściej próbuje nam się wmówić, że rozwój osobisty wiąże się wyłącznie z dobrą zabawą. Chciałoby się rzec „i tak źle, i tak niedobrze” A prawda zawsze leży gdzieś pośrodku, tak więc warto jest mieć dystans do wszystkiego i iść na konieczne kompromisy oraz uczyć się, ale dążyć tak, by dążyć do wyników. Krótko mówiąc niewiele osiągniemy robiąc coś na siłę, ale swoją strefę komfortu też naginać czasem trzeba.
10 tysięcy godzin – zakłada, że nieważne jest to kim jesteś i co robisz, bowiem wystarczy, że poświęcisz 10 tysięcy godzin na doskonalenie konkretnej umiejętności, by osiągnąć sukces. Metoda ta jest na tyle popularna, że często podnosi się ją przy okazji różnego typu szkoleń jednak nie podaje konkretów, poza tym, że liczy się talent i ciężka praca. Rzeczywistość jest jednak dużo bardziej skomplikowana, ponieważ w nauce nie chodzi o mechaniczne powtarzanie, a o korygowanie powstających błędów w miarę możliwości na bieżąco.
Wymienione powyżej założenia wielu coachów są tylko skromną częścią potężnej całości. Jeśli znasz ich więcej, koniecznie podziel się nimi w komentarzu. I pamiętaj o najważniejszym, aby nie dać się na nie nabrać.
