Komunikowanie się jest naszą codziennością, więc wydawać by się mogło, że nie powinniśmy mieć z nią żadnych problemów. Tymczasem w tym procesie występują liczne przeszkody utrudniające cały mechanizm. Poznaj je, aby móc lepiej się porozumiewać.
WYDAWANIE DYSPOZYCJI – najczęściej w postaci rozkazów, nakazów i poleceń wynikająca z braku cierpliwości. Skutkuje to tym, że osoba, której się rozkazuje ma poczucie, że jej zdanie się nie liczy, a co za tym idzie spada również jej samoocena. W dłuższej perspektywie czasu takie postępowanie może zrodzić również bunt i omijanie konsekwencji swoich czynów poprzez zgrabne posługiwanie się wiedzą na temat reakcji otoczenia odnośnie postępowania jednostki. Widać to najczęściej u dzieci, które robią wszystko byle tylko obejść polecenia rodzica i nałożone przez niego kary.
OGŁASZANIE SANKCJI – a jeszcze ściślej po prostu ostrzeganie, upominanie i grożenie mające podobny skutek co działania w punkcie pierwszym. To co zostało zapoczątkowane w dzieciństwie ma bowiem duże znaczenie na dorosłe życie człowieka. I tak dzieci, których samoocena była ustawicznie podkopywana przez, chociażby nagminne upominanie i poprawienie będą najprawdopodobniej miały obawę przed podejmowaniem samodzielnych decyzji czy zderzeniem się z czyjąś niepochlebną opinią na temat swojej osoby lub pracy.
NARZUCANIE WŁASNEGO ZDANIA – poprzez moralizowanie, prawienie kazań czy radzenie. Wbrew pozorom dzięki temu nie osiągniemy spektakularnego sukcesu, a zniechęcimy do siebie drugą stronę. Zauważmy, że tak się dzieje już od najmłodszych lat, gdy rodzice chcąc wychować malca tak naprawdę potęgują w nim wyrzuty sumienia, a to z kolei może prowadzić do późniejszej niechęci w wyrażaniu siebie z obawy o dezaprobatę otoczenia. To jasne, że czasem trzeba coś komuś powiedzieć lub wytłumaczyć, ale warto robić to w taki sposób, aby nic nikomu nie narzucać. Generalnie, aby delikwent sam doszedł do pożądanych wniosków. Po prostu trzeba rozmawiać, ale nie wolno krytykować, bo nikt nie jest w stanie dokładnie zrozumieć co siedzi w głowie drugiego człowieka. Jakiekolwiek więc radzenie, dyktowanie, pouczanie czy robienie wyrzutów tudzież powoływanie się na „logiczne” argumenty także jest tu nie na miejscu. Nic na siłę, pamiętajmy, że często w takich sytuacjach zwyczajnie brakuje nam obiektywizmu.
Stan emocjonalny drugiej strony może być zupełnie odmienny od naszego stąd wytłumaczenie pewnych rzeczy wówczas, staje się po prostu niemożliwe. Najlepsze co możemy zrobić w takiej sytuacji to zwyczajnie przeczekać burzę.
STAWIANIE W NIECIEKAWYM ŚWIETLE – zarówno ludzi jak i sytuacji również na niewiele się zda. Często wydaje nam się błędnie, że aby nasz punkt widzenia był dobrze zrozumiany musimy sięgnąć po radykalne środki. W tym celu nagminnie oceniamy, krytykujemy i oskarżamy nie zdając sobie nawet sprawy jak duże szkody wyrządzamy psychice drugiego człowieka. Chcemy w ten sposób zmusić kogoś do działania, a tymczasem skutek jest zgoła odwrotny, bo wywołuje w rozmówcy niechęć do ponowienia go. Czasem stajemy się do tego stopnia zaborczy, że nie wahamy się obrażać, ośmieszać i zawstydzać osobę, z którą rozmawiamy, a nawet jawnie kpić z niej. Potrzeba dominacji jest u nas tak silna, że nie widzimy nic poza własnym punktem widzenia. Tymczasem każdy ma prawo postępować w zgodzie z własnymi przekonaniami, co jednak jak pokazuje życie nie jest respektowane społecznie.

TWORZENIE SYTUACJI STRESOWYCH – poprzez na przykład interpretowanie w trakcie kłótni czyjegoś zachowania na zasadzie: „Robisz mi to specjalnie!” Do tego dochodzi jeszcze analizowanie zachowania rozmówcy w trakcie konwersacji albo też osaczanie go za pomocą pytań zamkniętych. To bynajmniej nie sprawi, że komunikacja będzie się układać po naszej myśli. Nawet wręcz przeciwnie, bo pamiętajmy, że każde zachowanie ma jakieś podłoże, jakieś drugie dno. Jeśli więc nawet wydaje nam się, że dana osoba z rozkoszą postanowiła grać nam na nerwach, to wcale nie znaczy, że tak jest w istocie. Powód takiego zachowania może być naprawdę złożony, dlatego zamiast coś z góry zakładać warto jest wejść w dialog z drugą stroną, aby dać jej się wygadać i poznać jej perspektywę. Nawet jeśli niewiele nam ona pomoże to przynajmniej da rozmówcy poczucie, że ktoś się z nim liczy i nie doświadczy najprawdopodobniej w związku z tym dojmującego poczucia bezsilności.
HAMOWANIE EMOCJI – dość powszechnym błędem w procesie komunikacji jest także uspokajanie kogoś na siłę. Tym gorzej, jeśli łączy się to z groźbami, które prowadzą do wzrostu negatywnych emocji. Pocieszanie i uspokajanie jest w porządku tylko wówczas, gdy nie łączy się ono z nakazywaniem hamowania się. Czasem emocje po prostu muszą „popłynąć”. Dzięki temu uczymy siebie i innych, że nie ma złych i dobrych emocji, co niestety błędnie funkcjonuje w społeczeństwie. Każdy ma przecież prawo czuć się źle i w związku z tym zachowywać się w taki a nie inny sposób. Rodzime podejście do wychowania dzieci sprowadza się tymczasem do przeświadczenia, że dziecko ma być po prostu „grzeczne” co w pojęciu polskiego rodzica oznacza tyle, że nie ma prawa okazywać swoich emocji i uczuć oraz mieć własnego zdania. Jest to tym bardziej uderzające, kiedy uświadomimy sobie, że wychowywanie dzieci w takim systemie rzutuje później na ich przyszłość. Wystarczy przecież spojrzeć na ludzi dookoła nas, bo z pewnością to, że jesteśmy tak bardzo sfrustrowanym i niedowartościowanym narodem nie wzięło się znikąd.
Z powyższego tekstu jasno wynika, że dobra komunikacja winna się zacząć już w dzieciństwie jako nieodłączny element kształcenia młodego człowieka. Dlatego zamiast traktować dziecko z góry lepiej jest zastanowić się czy na jego miejscu dobrze czulibyśmy będąc lekceważeni. Niestety w wielu polskich rodzinach wciąż pokutuje przekonanie, że malec jest człowiekiem gorszej kategorii. Traktujmy dziecko tak jak sami chcielibyśmy być traktowani, a z pewnością zwiększymy jego szanse na poradzenie sobie w życiu.
