Ludzie szczególnie bardzo wrażliwi mają niebezpieczną tendencję do bycia nadgorliwym. Uważają, że udzielanie pomocy innym to bardzo dobra cecha co rzeczywiście jest prawdą, ale tylko do czasu. Wszystko zmienia się diametralnie, gdy mniej uczciwe jednostki zaczynają tę dobroć wykorzystywać, a gdy dochodzi do postawienia się ofiara uchodzi za niegodziwca. Jak nie wpaść w tę pułapkę?
Widać to szczególnie w rodzinach dysfunkcyjnych (np. alkoholowych) w którym jedno z dzieci bierze na siebie odpowiedzialność za resztę rodzeństwa bądź też nawet za rodziców, którymi w jego mniemaniu jest zobowiązane opiekować się. Z czasem rola zbawiciela może przeistoczyć się w prześladowcę i ofiarę, a te postawy mogą występować naprzemiennie.
Wybawiciel poświęca się dla dobra innych nawet bez wyraźnego powodu i nierzadko kosztem własnego czasu i zdrowia. Bierze na swoje barki trudną sytuację wyrzekając się własnego szczęścia. Tak jest chociażby w przypadku żon alkoholików, które pozostają w toksycznych związkach jak sobie tłumaczą dla „dobra dzieci/rodziny”, a jednocześnie chronią dzieci przed negatywnymi skutkami domowych awantur. Bardzo często odgrywa rolę przysłowiowej matki Teresy bądź matki Polki i usiłują wyciągnąć swojego partnera z nałogu, mimo że nie przynosi to żadnych efektów, a sam zainteresowany wykazuje niską chęć podjęcia zmiany. Podobnym choć nieidentycznym przykładem może być też postawa rodziców niepełnosprawnych dzieci, którzy mają tendencję do budowania tak zwanych „złotych klatek” swoim pociechom nie przyjmując bardzo często do wiadomości, że za kilka lat będą to dorośli ludzie zatem powinni oni uczyć się współżycia społecznego na miarę swoich możliwości.
Przychodzi czas, że człowiek pełniący opisaną wyżej funkcję może mieć dosyć wypełniania swojej „misji”. W obliczu nierównowagi i niedocenienia czuje ogromną niesprawiedliwość. Co za tym idzie pojawia się w nim frustracja i rozgoryczenie, które w konsekwencji buduje poczucie bycia ofiarą. Gdy dochodzi do ujawnienia skrywanych emocji, a więc najprawdopodobniej ogromnego wybuchu osoba ta wyrzuca z siebie wszystkie żale, by następnie zacząć żądać, oczekiwać i składać roszczenia w stosunku do krzywdzących ją członków rodziny. Natomiast rodzina ataki agresji bierze za objaw niezrównoważenia psychicznego szufladkując bliskiego jako prześladowcę i złego człowieka. Tak jest po prostu ludziom wygodniej, ponieważ są zdezorientowani w sytuacji, która w krótkim czasie uległa diametralnej przemianie i mogą naciskać na atakującego, by wszystko było jak przedtem.
To jest nie tylko kwestia życia codziennego, bo podobne rzeczy dzieją się również w wielu firmach. Nowy pracownik chcąc być pomyślnie zaakceptowany na okresie próbnym wyciska z siebie siódme poty byle tylko dostać wymarzoną pracę już na stałe. Widzi to szef, widzi to reszta zespołu, którzy z czasem zaczynają wykorzystywać nieskorego do odmowy (z wiadomych względów) kolegę i pracownika. Nie chcąc być posądzonym o egoizm czy nieróbstwo delikwent nie ma w sobie dostatecznie dość siły, by być asertywnym, a gdy po jakimś czasie wybucha sytuacja tylko się pogarsza, ponieważ grozi mu utrata stanowiska argumentowana niesubordynacją. Ten problem dotyka szczególnie ludzi wrażliwych i niedowartościowanych, którzy nie mieli w dzieciństwie zbyt wielu znajomych i teraz w życiu dorosłym szukają akceptacji wszędzie, gdzie się tylko da, a nawet za wszelką cenę. Z obawy przed krytyką i odrzuceniem wolą grzecznie przytakiwać, a nawet zgłaszają się do dodatkowych zajęć sądząc, że w ten sposób zaskarbią sobie przychylność zespołu. Wszelkie zarzuty pod tytułem:” Zawiodłem się na tobie, a sądziłem, że mogę na tobie polegać” bardzo ich ranią powodując, że narzucają na siebie jeszcze więcej zupełnie nie bacząc na swoje fizyczne ani psychiczne czy emocjonalne możliwości. Może się tak stać nawet jeśli otoczenie nie zamierzało pracownika wykorzystywać, ponieważ człowiek przeciążony nie może wyrobić się z pracą, a co za tym idzie nasila się w nim poczucie zmęczenia i sfrustrowania.
Inną kwestią jest to, że niektóre osoby zbyt mocno internalizują normy społeczne i nawet jeśli nie są altruistami starają się działać zgodnie z ich filozofią. Narażeni na taką postawę są w sposób szczególny lekarze, od których wręcz wymaga się altruizmu co może powodować u nich wyrzuty sumienia w momencie próby postawienia granic. Długotrwałe pozostawanie w takim stanie może budować poważniejsze konsekwencje w postaci, chociażby pracoholizmu, który sam w sobie (i nie tylko w tej grupie zawodowej) jest gotowym materiałem na wybawiciela. Dzieje się tak dlatego, że pracoholicy nie potrafią utrzymać równowagi między życiem prywatnym i zawodowym (work-life balance), ponieważ siedzenie w pracy po godzinach jest dla nich normą.
Bycie „przodownikiem pracy” tylko do czasu daje satysfakcje, potem staje się na tyle uciążliwe, że nie pozwala już normalnie funkcjonować, a nawet stanowi pułapkę dla wielu osób, z której nawet mimo najszczerszych chęci, nie są zdolni się wydostać. Jednak takich osób jest stosunkowo niewiele, bo gdy pracownik uświadamia sobie swoje położenie, natychmiast zaczyna działać. Już następnego dnia składa na biurku szefa wypowiedzenia, które spotyka się z zaskoczeniem, a być może drwiną całego zespołu. Na tym jednak nie koniec, bo później nadchodzi moment kulminacyjny, gdy pracownik wykłada zespołowi swoje żale i pretensje i przy akompaniamencie grobowej ciszy opuszcza kołchoz.
Tego typu krok jest nie lada wyzwaniem, ale stanowi również funkcje terapeutyczną, toteż nie warto z nim zwlekać. Nawet jeśli byłoby się narażonym na atak i drwiny ze strony zespołu, a działania pokrzywdzonej osoby reanimowały całą firmę od dawna. Rozstanie w takich okolicznościach na pewno nie jest ani łatwe, ani przyjemne, ale konieczne w celu ratowania siebie. I choć z początku może się wydawać, że pomaganie jest wartościowe tylko, gdy poświęcamy temu wszystko, to w praktyce tylko ludzie asertywni i umiejący dbać o siebie są tak naprawdę produktywni i wydajni. Tym pierwszym może co najwyżej pomóc psychoterapeuta, bo żeby uporać się z problemem funkcjonowania w trójkącie zbawiciel-oprawca -ofiara, trzeba jego istnienie sobie najpierw uświadomić.

Bardzo ważny temat poruszyłaś, najważniejsza świadomość