Nagminny maruda to chyba najgorszy typ pracownika. Nic mu nie odpowiada, nic go nie cieszy, bo zawsze znajdzie sobie powód do narzekania, choćby nawet błahy.
Chodzi wiecznie niezadowolony, ale zamiast samemu wziąć się do pracy woli wytykać błędy innym – najczęściej swoim współpracownikom, a nierzadko także samemu szefowi. Najpierw robi potem myśli, ale z reguły nie jest nawykły do autorefleksji, toteż prędko o wszystkim zapomina. Krytykowanie to jego specjalność, więc jest zdolny uczepić się dosłownie wszystkiego: elektroniki, systemu pracy, wysokości wynagrodzenia…
Z konsekwencją godną idioty roztacza jad i w ogóle nie dba o konsekwencje.
Taki jest właśnie malkontent, pozostaje zatem pytanie: jak z nim żyć?
Jak go okiełznać, by stał się bardziej znośny dla otoczenia?
Marudzenie jako narodowa przywara
Niewątpliwie zabory i wojny, a w szczególności II wojna światowa doświadczyły Polskę bardzo. Niemniej jednak są w Europie i na świecie kraje dużo mocniej doświadczone od nas w globalnej zagładzie, ale o tym zdaje się już nie chcemy pamiętać. Wielu specjalistów uważa, że kochamy pielęgnować romantyczny, martyrologiczny mit zapoczątkowany przez Mickiewicza. To niechlubne dziedzictwo, którego nawet nie staramy się zwalczać, bo choć zdajemy sobie z niego sprawę to chyba wciąż uważamy za niegroźne. Tymczasem „Polska kultura narzekania” badanie, którego twórcą jest profesor Wojcieszka udowodniło, że niemal 95% Polaków nagminnie narzeka, ale co ciekawe i paradoksalne, robi to jak mogłoby się wydawać, nie dla poprawy nastroju, ale dla poszukiwania nowych znajomości.
Ten sposób działania przenosimy zatem także do pracy. Polacy żyją w wiecznym poczuciu niedostatku w związku z czym dla nich szklanka zawsze będzie do połowy pusta. W pracy będą bardzo podejrzliwi, mogą nawet szpiegować swoich kolegów i szefa, a innym będzie się wydawać, że działają dla dobra firmy. Klasyczny malkontent bardzo łatwo zaskarbia sobie sympatię „współplemieńców” gdyż bez obaw wygłasza swoje stanowisko co inni biorą za dowód odwagi. Z kolei kontrastem dla nas może być zachód, w którym podobne zachowania będą odbierane już zgoła inaczej – jako przejaw nielojalności w stosunku do całej firmy.
Malkontenctwo – z czego właściwie wynika?
To fundamentalne pytanie zadaje sobie tak naprawdę niewielu z nas, a tymczasem poznanie przyczyn danego zjawiska pozwala lepiej je zwalczać co wiadomo nie od dziś. Okazuje się, że marudzenie może mieć różne podłoże, więc ustalenie jednej uniwersalnej przyczyny jest w zasadzie niemożliwe. Niemniej warto skupić się mimo wszystko na tym co jest nam w tym temacie wiadome, a wiemy co następuje:
- marudzenie może wynikać z charakteru konkretnej osoby lub jej niskiej samooceny,
- malkontent najczęściej przejawia problemy w komunikacji z innymi, dlatego aby zwrócić na siebie uwagę po prostu stale narzeka,
- narzekanie pojawia się również w chwilach bezradności i w wyniku trudnej atmosfery w zespole,
- paradoksalnie może się też zdarzyć, że narzekający takim zachowaniem próbuje wymóc pochwały pod swoim adresem.
Niezależnie jednak od jego pierwotnej przyczyny z malkontenctwem trzeba walczyć wszelkimi dostępnymi sposobami. No może poza irytacją i krzykiem na taką osobę, bo choć zrozumiałe jest, gdy tracimy cierpliwość to jednak lepiej wziąć dwa głębokie oddechy niż jeszcze bardziej psuć atmosferę. Co zatem można zrobić, aby według powiedzenia wilk był syty i owca cała?
Złoty środek na malkontenta. Czy istnieje?
Pouczanie tu na pewno nic nie da zatem już od razu możesz darować sobie moralizatorskie gadki w stylu „stary weź się w garść” To nic nie da, bo jeśli ktoś od stup do głów jest zajęty przez żółć będzie infekował nią dalej.
Jako szef to Ty jesteś odpowiedzialny za efektywność zespołu i o to, by negatywne wzorce nie były powielane przez resztę pracowników. Dlatego przestrzegaj jednej, podstawowej zasady, a mianowicie – sam nie marudź i nie narzekaj! W ten prosty sposób unikniesz rozprzestrzeniania się takiej postawy dalej. Główny maruder reż sobie ponarzeka jeszcze przez jakiś czas, ale gdy zobaczy, że nie przynosi to żadnych efektów, w końcu da sobie spokój i zacznie myśleć bardziej pozytywnie.
Poza tym naprawdę warto rozmawiać i jeśli już wiesz kto jest powodem firmowego napięcia, zaproś go na szczerą rozmowę, podczas której wspólnymi siłami postaracie się rozwiązać problem męczący narzekacza. Aktywnie słuchaj, dopytuj się o szczegóły, postaraj się, by pracownik sam nazwał to co go trapi, ale co najważniejsze pozwól, by sam zaproponował rozwiązanie problemu, bo tylko wówczas będzie czuł większą odpowiedzialność za powiedzenie się przedsięwzięcia. Jeśli jednak jego pomysły będą niemożliwe do realizacji, zachęcaj go do poszukania innego rozwiązania, ale nie atakuj ani nie oceniaj. Zmień malkontenctwo w niezadowolenie będące wstępem do bardziej aktywnego działania.
Może się tak jednak zdarzyć, że malkontent nie zmieni się i wówczas jedynym sposobem uratowania sytuacji będzie przeniesienie go do innego zespołu tudzież wydzielenie osobnego stanowiska. Ważne byś jako szef nie lekceważył problemu, gdyż malkontenci oddziaływają destrukcyjnie na zespół. Robią to raczej bezmyślnie i nieoficjalnie, ale to i tak nie zmienia faktu, że są szkodliwi dla reszty pracowników.
Wobec tego działaj nim będzie za późno!

Fajny tekst. Dobrze, że poruszono temat ewentualnej rozmowy z ,,marudą". Myślę,że często może ona przynieść efekt. Rozmawiajmy. Nie chowajmy emocji do kieszeni.
Ciekawy temat. Fajnie, że poruszasz temat marudzenia, bo to rzeczywiście potrafi popsuć atmosferę w zespole i obniżyć efektywność. Moje doświadczenie jest też takie, że marudzenie jest zaraźliwe.