Amerykański rysownik żyjący w ubiegłym wieku, to z pewnością jedna z tych postaci, którą znają absolutnie wszyscy. Walt Disney stał się fenomenem samym w sobie i prekursorem współczesnej animacji. Jego niełatwe początki nie są jednak szerzej znane, a to właśnie one zainspirowały go najpewniej do stworzenia własnej metody percepcji otoczenia.
Jaki zatem punkt widzenia miał Walt Disney?
Metoda Walta Disneya zakłada trzy różne spojrzenia na jedną sprawę. Jest to zatem subiektywna analiza, którą uosabia Marzyciel, Realista i Krytyk. Metoda ta kompleksowo bada projekt i rzetelnie ocenia jego wartość.
Jest ona znakomitym wyznacznikiem kreatywnych rozwiązań. W zależności od upodobań uprawia się ją zarówno indywidualnie jak i grupowo. Dla lidera może być także nieocenionym narzędziem pracy z firmowymi projektami i pomysłami podsuwanymi przez innych.
Stosuje się ją zazwyczaj przy okazji:
- pobudzania kreatywności (tzw. „burza mózgów”),
- oceniania poziomu przydatności/skuteczności podjętych przedsięwzięć,
- scalania zespołów/ kompletowanie pracowników z zachowaniem równowagi,
- aktywizacji pracowników,
- budowania strategii biznesowej,
- coachingu,
- szeroko rozumianej terapii,
- zajęć szkolnych (w celu budowania kreatywności uczniów).
Metoda Walta Disneya nie wymaga wbrew pozorom wielu przygotowań, toteż z powodzeniem można stosować ją przy okazji opiniowania projektów w firmie.
Polega to na tym, że zespół znajduje wyodrębnioną od całości przestrzeń, po czym adaptuje ją na potrzeby eksperymentu. W kolejnym etapie pracownicy dzielą się na trzy grupy. To znaczy: Marzyciela, Realistę i Krytyka, by w końcu poddać się kotwiczeniu. Czyli świadomym wywołaniu konkretnej emocji u przedstawicieli każdej z grup. U Marzyciela będzie to pasja i entuzjazm, u Realisty chłód i dystans, a w przypadku Krytyka dojdzie najpewniej do emanowania skrajnym pesymizmem.
Jak to zrobić?
Najprościej byłoby po prostu poprosić uczestników zabawy o przywołanie z pamięci sytuacji, w których czuli się niemal identycznie. To nie powinno być trudne zważywszy, że każdy z nas przeżywa każdego dnia istny kalejdoskop uczuć utożsamiając się tym samym zupełnie nieświadomie z Marzycielem, Realistą i Krytykiem.
Co najważniejsze, aby metoda Disneya przyniosła pożądane efekty uczestnicy zadania muszą wczuć się w swoje sytuacje na sto procent. Muszą porzucić prywatne opinie na rzecz odgrywania roli, a tym samym być może wyrażania opinii, które nie są zgodne z ich osobistym credo.
Po prostu – muszą żyć życiem danej postaci tyle ile będzie trzeba, stać się aktorem, który na czas sztuki przywdziewa maskę.
Mając za sobą kotwiczenie postaci można spokojnie zająć się zgłębianiem wiedzy o nich samych. Ich opisy przedstawiają się następująco:
- MARZYCIEL – ta rola wymaga dosłownie zakochania się w danym przedsięwzięciu. Nie ma sensu się, więc w niczym ograniczać, a nawet wskazane jest, aby dać upust fantazji. To pozwoli wykazać kolejne korzyści jakie ów projekt za sobą niesie. Bujanie w obłokach od czasu do czasu wszak nikomu jeszcze nie zaszkodziło.
- REALISTA – poznawszy korzyści całego pomysłu następnie przychodzi czas, by zadać sobie i innym jedno z najważniejszych pytań. Mianowicie: „czy projekt da się wykonać?”, a jeśli tak to „jak to zrobić i jakimi środkami?”. Realista nie bawi się w półśrodki, na sytuację patrzy trzeźwo dokonując przy tym chłodnych kalkulacji. O ile Marzyciel nie zastanawia się czy projekt w ogóle można zrealizować, o tyle Realista robi to aż nadto.
- KRYTYK – kiedy Marzyciel i Realista wykonali już swoją pracę, wówczas należy poddać projekt krytyce. W tym celu wypunktowuje się niebezpieczeństwa wynikające z ewentualnego wdrożenia pomysłu w życie. W tym miejscu dochodzimy do dwóch skrajności, bo zarówno Marzyciel dokonuje skrajnej oceny co Krytyk, ale są to dwie różne skrajności idące w dwóch różnych kierunkach. Marzyciel widzi wszystko w samych superlatywach snując wyłącznie utopijne plany Krytyk zaś, ma tendencję do marudzenia, malkontenctwa i widzenia wyłącznie czarnych scenariuszy tworzących dystopię.
Cykle należy powtarzać i aż do chwili, gdy w dyskusji nie pojawią się już żadne nowe argumenty. To jednak jeszcze nie koniec, bo trzeba przecież jeszcze je spisać. Lider posiadając niniejszą analizę może odpowiedzieć już sobie na pytanie czy gra jest warta świeczki.
Niewątpliwie jednak tym co przyciąga do metody Walta Disneya jest między innymi:
- wielowymiarowe spojrzenie,
- wypunktowanie wad i zalet oraz wyłapanie możliwych zagrożeń,
- ocena ewentualnie poniesionych kosztów,
- stworzenie konspektu zawierającego informacje o: pomyśle, możliwościach, niebezpieczeństwach, potrzebach oraz sposobie realizacji projektu.
Przy tej okazji warto też wspomnieć o metodzie programowania neurolingwistycznego (w skrócie NLP), w której dochodzi do kontrolowania myśli i uczuć oraz nauki panowania nad nimi w dłuższej perspektywie czasowej. Jednak tym co wyróżnia metodę Disneya spośród jej podobnych, jest niewątpliwie prostota i funkcjonalność. Nie trzeba jej się długo uczyć, by móc spokojnie wdrożyć ją w życie.
