Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się jak to jest wychowywać się bez poczucia bliskości i ciepła?
Czy zdarzyło Ci się myśleć jaką rolę bliskość odgrywa w budowaniu relacji społecznych?
Odpowiedź na te pytania chyba najlepiej zobrazują przypadki „dzikich dzieci”, które wychowywane w izolacji lub nawet przez zwierzęta nie nabyły cech społecznych. W literaturze najsłynniejszym tego typu przykładem jest Mowgli główny bohater „Księgi dżungli”, jednakże w realnym świecie również zdarzają się takie przypadki. Jak choćby historie francuskiego chłopca Victora z Averon czy Genie, której losy zostały opowiedziane w filmie „Ptaszek w klatce”.
Na te same pytania próbował sobie odpowiedzieć już osiemset lat temu cesarz Niemiec Fryderyk II nakazując eksperyment na dwadzieściorgu niemowlakach, do których nie wolno było mówić ani okazywać im czułości, a jedynie zaspokajać ich podstawowe potrzeby. Cesarz zakładał, że dzieci zaczną mówić językiem biologicznych rodziców bądź też tym stosowanym przez biblijnych Adama i Ewę. Wkrótce jednak wynik eksperymentu zaskoczył wszystkich, ponieważ dzieci…zmarły.
Stało się tak ponoć dlatego, że nie otrzymywały bodźców ani nie wchodziły w interakcję w okresie, gdy było to absolutnie konieczne, aby przetrwać. Zatem naturalnie powodem śmierci dzieci był brak kontaktu z otoczeniem.
A Ty jak często w dzieciństwie byłeś przytulany i jak bliscy reagowali na Twój płacz? Czy czułeś ich miłość i czy w związku z tym bliskość i intymność są dla Ciebie czymś zupełnie naturalnym, czy raczej stanowią pewnego rodzaju ekstrawagancki pakiet zachowań?
Czy czujesz się swobodnie będąc blisko innych ludzi?
To ważne pytania, ponieważ specjaliści dopatrują się konsekwencji psychologicznych wynikających z braku bliskości. I to znacznie większych niż mogłoby się pozornie wydawać co zresztą jasno potwierdzają badania wykonywane na przestrzeni ostatnich lat. Według nich dotyk jest fundamentem komunikacji interpersonalnej, budowania więzi oraz zdrowia psychofizycznego. Najbardziej odczuwają to szczególnie mężczyźni, którzy po latach mają odwagę przyznawać się, że nigdy nie byli przez ojca przytuleni lub nie słyszeli od niego „kocham cię”. W mniejszym stopniu, ale jednak postępują również matki odciskając w ten sposób na swych pociechach nieodwracalne piętno. Obojętnie kto by się jednak powstrzymywał od okazywania czułości, to zawsze zostawia ślad. Co ciekawe jest to ślad również fizyczny, bo związany z chorobami układu krążenia, a dotychczas za główne czynniki ryzyka do ich wystąpienia uważało się brak aktywności ruchowej bądź palenie papierosów. Nie da się, wobec tego ukryć, że bliskie relacje z innymi mogą nas nie tylko uszczęśliwić, ale też sprawić, że będziemy zdrowsi.
No dobrze, ale czym w ogóle jest owa bliskość?
Tak naprawdę trudno o jednolitą definicję, ponieważ każdy z nas rozumie ją inaczej. Niemniej najogólniej rzecz ujmując bliskość opiera się na bezgranicznej sympatii, naturalności i zaufaniu drugiemu człowiekowi w taki sposób, że żadna ze stron znając swoje wady nie wykorzysta ich przeciwko sobie ani nie zahamuje wzajemnej swobody osobistej. Warto też pamiętać, że bliskość ma charakter uzdrawiający, dlatego tym bardziej warto z niej korzystać. Wyzwala bowiem w człowieku te rzeczy, które uważamy za swoją słabość lub też takie, których z jakichś względów się boimy. Bliskość nie jest warunkowana fizycznością, ale jest jej ważnym elementem bez względu na płeć, bo na przykład mężczyźni z reguły nie są w stosunku do siebie zbyt wylewni, ale gdy zdarzy im się zaliczyć zakrapianą imprezę te bariery się rozluźniają.
W erze social mediów bycie towarzyskim jest niemal tak ważne jak woda do życia. Wydaje nam się, że duża liczba znajomych na Facebooku zapewni nam szczęście, a tymczasem im więcej osób jest w naszym życiu, tym płytsze są te relacje. Bliskość natomiast rodzi się tylko w procesie, gdy są one systematycznie pogłębiane. Jak wykazują badania posiadanie jednego bliskiego przyjaciela uszczęśliwia bardziej niż grupa osób. Możemy przecież powierzyć mu swoje troski i w ten sposób zniwelować poziom stresu. Zatem warto dbać o to by nasze więzi były jak najmniej powierzchowne, co nie jest proste właśnie, dlatego, że nas też nikt nie nauczył zawiązywania więzi z drugim człowiekiem. Inna sprawa, że nie każdy kto jest w naszym otoczeniu powinien w nim być na stałe, ponieważ na przykład, gdy zaczniemy być autentyczni to musimy się liczyć z tym, że pewni ludzie tego nie zaakceptują i sami postanowią od nas odejść. Jednak, gdy akurat masz z kim pogłębiać znajomość koniecznie zadbaj o tę więź nawet poprzez zwykłe rozmowy, w których upewnisz się co do szczerości intencji tej osoby. Obowiązkowo Ty także bądź szczery i autentyczny, pytaj i udzielaj odpowiedzi, ale najważniejsze akceptujcie siebie bezwarunkowo.
Gdy jednak okaże się, że osoba, z którą chciałeś złapać kontakt nie jest tą odpowiednią, nie załamuj się. Nie staraj się za wszelką cenę utrzymać znajomości, nie zmuszaj się do tego. Wielu ludzi popełnia ten błąd wychodząc z założenia, że z każdym jakoś trzeba się umieć dogadać.
Właśnie nie, nie trzeba, a więc Ty także nic nie musisz, Ty ewentualnie możesz.
To Ty wybierasz i decydujesz o swoich znajomościach zatem wiesz kto pozwala Ci być szczerym, autentycznym, z kim możesz dzielić ważne dla Ciebie sprawy i przy kim masz potrzebę ciągłego poznawania siebie. Jeśli taka jest Twoja osoba, gratuluję, jeśli zaś nie, to musisz szukać dalej aż w końcu ją znajdziesz. Nie poddawaj się ani nie spoczywaj na laurach, bądź czujny.

To bardzo ważny temat.
W punkt. Sami wybieramy otoczenie . Nic nie musimy i jeśli o tym pamiętać - okazuje się , że świat jest piękny, a ludzie cudowni :-)